-Nie przepraszaj, nawet idioty nie znam.Wpada tutaj i próbuje...Sam nie wiem co zrobić-opanowałem złość i uśmiechnąłem się.
-Dobra moi mili, my musimy posprzątać po imprezie, a wy róbta co chceta-zaśmiał się Felcor.
-Możemy wam pomóc-zaproponowała Lizz.
-Nie dzięki, damy sobie radę-zaśmiał się Seyl.-To nie nasza pierwsza impreza.
-No dobra, co wy na to, że spotkamy się jutro?-spytałem z uśmiechem.
-Tylko Lizz też ma wpaść-zastrzegł Fel.
-Na pewno będę-uśmiechnęła się wadera.
Byłą noc, kiedy wyszliśmy zaproponowałem Lizz żebyśmy się
przeszli.Wilczyca zgodziła się i ruszyliśmy w stronę Astral.Kiedy
dotarliśmy wodospad nie różnił się od innych.W mojej łapie pojawiła się
łezka toksyny, rzyciłem ją w wodospad.Woda zaczęła przybierać
niesamowite kolory, a wokół niej pojawiły się małe iskierki.
-Cudowne-szepnęła Lizz.
-A wiesz dlaczego jesteśmy, akurat tutaj?-spytałem.
-Dlaczego?
-Dzisiaj jest deszcz spadających gwiazd, a z tego miejsca najlepiej to wszystko widać-uśmiechnąłem się i położyłem na trawie.
Lizz położyła się koło mnie i razem oglądaliśmy rozpoczęcie tego
wszystkiego.Na początku były to samotne gwiazdy, a potem pojawiało się
ich coraz więcej.
Lizz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz