Nieproszeni goście. Nie interesowało mnie, co mają mi do zaoferowania,
bądź jakie są ich intencje. Jakaś krucha wadera, którą sprzątnąłbym z
powierzchni ziemi jednym uderzeniem łapy. Jakiś nieogarnięty basior
wesoło zmierzający w moją stronę. A może to tylko gra pozorów, mająca na
celu oszołomienia mnie. Wolne żarty. Czy oni myśleli, że mogą zadzierać
ze mną? Z potężnym Édouard'em, którego serce już od dawna spowite jest
spokojem, przeplatającym się z głęboką nienawiścią do stworzeń tego
samego gatunku.
Wziąłem głęboki oddech, odwracając tym samym potężny łeb w drugą stronę.
Nie miałem zamiaru wdawać się w żadne głupie potyczki z tymi młokosami.
Czy mogłem ich tak nazwać? Z pewnością. Nie zasługiwali na żadne inne
określenie. Nie wiedzieli nic o świecie, a ja nie miałem zamiaru stać
się ich mentorem, czy coś w tym stylu. Miałem wyznaczone konkretny cel,
do którego spełnienia dążyłem z całych sił. Nie przeszkodzi mi w tym
nawet parka młodych wilków, nieznająca zasad podstawowego savoir
vivre'u.
- Ależ się wystraszyłem. - w moim głosie wyraźnie dało się słyszeć
ironię. - Czyżby to była zasadzka na nieznajomego? Nie nauczyli was,
młodzieży, że tak nie postępuje się ze starszymi? - warknąłem
ostrzegawczo.
Ognisty mur pojawił się za mną, za sprawą dobrze znanego mi już
zaklęcia. Po chwili jednak ugaszony został wodą, a miejsce spotkania
zostało spowite szarą mgłą. Nie ratowałem się ucieczką. O nie. Nie
jestem tchórzem, a wilkiem, który doskonale przekonany jest o swoich
racjach. Przebywanie w towarzystwie niedojrzałych emocjonalnie wilków z
pewnością nie należało by do najprzyjemniejszych. Wolałem się ulotnić,
być z daleka szczeniackich wyzwisk i kłótni.
<Enid?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz