Strasznie mi się nudziło więc postanowiłam że pójdę do lasu.
Chodziłam ze spuszczoną głową kopiąc przed sobą kamień.
Wpatrzona w ziemię nie zauważyłam jakiegoś basiora.
Gdy dobiłam do kogoś miękkiego, gwałtownie wyjęłam sztylet i warknęłam.
Okazało się że to basior z naszej watahy.
Schowałam sztylet i powiedziałam trochę groźnie.
- Cześć, jestem Lizz - uśmiechnęłam się ukazując moje białe jak śnieg zęby.
- Hej , jestem Hawk - uśmiechnął się.
Popatrzył mi w oczy, nie wiedziałam dlaczego.
(Hawk ?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz