środa, 6 sierpnia 2014

Od Hawka

Stało się, dołączyłem do tej watahy. To źle czy dobrze? Sam nie wiem. Pierwszy raz wstąpiłem w szeregi takiego stada. Właśnie zwiedzałem tereny watahy, gdy do oczu rzuciła mi się wilcza sylwetka. Przyjrzałem jej się. Ciemne futro kontrastowało z jasnym otoczeniem. Kojarzyłem ją już, przecież to była nasza kochana alfa...
- Enid! - zawołałem, podbiegając bliżej niej. Uśmiech szybko rozkwitł na moim pysku.
Popatrzyła na mnie niepewnie. Zlustrowała mnie wzrokiem od stóp do głów. Wyglądała na bardzo nieufną i zamkniętą w sobie.
- Co u ciebie słychać? - poruszyłem energicznie ogonem z radości.
- Nawet dobrze. Patrolowałam terytorium. Chciałeś czegoś konkretnego? - rzuciła cichym tonem.
- Nie, po prostu... zagadałem. Myślałem, że sobie podyskutujemy... A może pomóc ci w tym patrolowaniu? - wyszczerzyłem swoje śnieżnobiałe kły w szerokim uśmiechu.
- No nie wiem... - zawahała się, wodząc wzrokiem wokół.
- No zgódź się! Prooszę! - zaśmiałem się.
- Zgoda. Tylko żebyś nie przysporzył mi kłopotów. Staraj się... egh, powiem to prosto z mostu. Nie wplątuj mi się pod łapy, rozumiesz?
- Wszystko jasne. To od czego zaczynamy?
- Od tego konkretnego miejsca. Teraz pójdziemy tam... - skinęła głową gdzieś przed siebie.
Kiwnąłem głową na znak, że zrozumiałem. Wadera ruszyła przodem, a ja szybko dogoniłem ją i wyrównałem kroku.
- No... Enid... to może opowiesz mi coś o sobie? - zerknąłem na nią kątem oka.
- A co konkretnego? - odparła, nawet na mnie nie patrząc.
- Co chcesz. Tyle, ile możesz powiedzieć. Nie będę naciskał. - uśmiechnąłem się.
- No cóż... Nazywam się Enid, mam dwa i pół roku, jestem alfą tej watahy, kieruję się mottem "Nadzieja to dob­ra rzecz. Może naj­lep­sza ze wszys­tkich. A ta­kie nig­dy nie umierają"... - westchnęła. - A ty? Powiesz coś na swój temat? - po raz pierwszy zerknęła na mnie.
- Ja... No to tak: nazywam się Hawk, mam trzy lata, jestem obrońcą alf, co pewnie wiesz, bo sama mnie przyjmowałaś, a mym mottem jest... werble proszę... - wyskoczyłem przed nią, zatrzymując ją. - Hakuna Matata! - zawołałem, śmiejąc się.
Na jej pyszczku pojawił się delikatny uśmiech. Był taki... uroczy. Właściwie to wilczyca była bardzo niska i drobna. Aż strach jej cokolwiek zrobić, żeby nie połamać tej chudziny! Ale jej futro było gęste, to zauważyłem natychmiast. Dodatkowo miała piękne i wyjątkowe barwy. Po chwili ruszyliśmy dalej, rozmawiając. Właściwie to tylko ja rzucałem jakieś dłuższe teksty, a ona odpowiadała "tak", "nie", "nie wiem" i inne takie. Do wygadanych osobników to ona z pewnością nie należała! Zapragnąłem to zmienić, pomóc jej się otworzyć. Oczywiście nie powiem jej wprost o swoim zamiarze. Zrobię to dyskretnie, ostrożnie i tak, by się nie połapała. Po jakimś czasie dotarliśmy nad jezioro. Zachciało mi się figlować i wepchnąłem ją do wody. Wrzasnęła, machając łapami z przerażeniem. Dotarło do mnie, że nie potrafi pływać. Szybko wskoczyłem do zbiornika wodnego i wyciągnąłem Enid na brzeg.
- J-Ja przepraszam! Nie wiedziałem...! - wykrzyknąłem, patrząc jak wypluwa resztki wody.
Łapy zaczęły mi drżeć. Pierwszy dzień i już prawie ją zabiłem! Alfę!

(Enid, dokończ. XD)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz