- Em, wybacz - mruknąłem zmieszany. - Miło mi cię poznać, Lizz. Zapewne należysz do tej watahy, prawda?
- Owszem - skinęła głową, jakby na potwierdzenie. - Pełnię stanowisko Zabójczyni. - w jej oku dostrzegłem błysk, znów ukazała kły w uśmiechu, tym razem był raczej szyderczy.
- Aham... - zaśmiałem się nerwowo. - Ja za to jestem Obrońcą Alf. - poruszyłem energicznie ogonem. - Liczę sobie trzy lata. A ty?
- Ja również mam trzy lata. - rozejrzała się, gdyż do naszych uszu dobiegł tajemniczy szelest.
Uczyniłem to samo.
- Pewnie wiatr. - stwierdziłem. I w tym momencie z chaszczy blisko nas wyskoczył potężny niedźwiedź. Był ogromny. - Dobra, on mi na wiatr nie wygląda. Schowaj się za mną... - przybrałem pozycje bojową i zawarczałem gardłowo. Chwyciłem do pyska swoją dwustronną broń i skoczyłem ku bestii.
Odbił mnie łapą. Z jękiem opadłem na ziemię. Spróbowałem znów. Tym razem udało mi się wgryźć w jego szyję. Ryknął i drasnął mnie pazurami w bok. Pociekła krew, ale nie zmniejszyłem nacisku szczęk. Wkrótce zwierzę osłabło, a ja odbiłem się od jego cielska i wylądowałem zręcznie na ziemi. Upływ krwi również zabrał mi sporo energii. Zatoczyłem koło i prawie upadłem. Stworzenie chciało wykończyć mnie ostatecznym ciosem, ale nagle przeskoczyła nade mną Lizz i dobiła bestię z gracją. Zakaszlałem i splunąłem na ziemię krwią.
(Lizz? XD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz