Spojrzałem powoli na waderę.
-Ja jestem Vex - uśmiechnąłem się.-Masz olśniewający uśmiech, a te zęby tu już nie mówię.
-Przynajmniej ty ich się nie boisz-zaśmiała się.
-Polujesz?-spytałem patrząc na Lizz.
-Tak, może zapolujesz ze mną?-zapytała.
-Z chęcią.
Szliśmy kawałek, aż Lizz złapała trop stadka jeleni.Pognaliśmy w ich
stronę.Gdy już siedzieliśmy w krzakach przed ofiarami Lizz nagle
wyskoczyła na jednego stojącego najbliżej osobnika.Stado rozproszyło
się, wiele jeleni pobiegło w stronę lasu.To była moja szansa, wskoczyłem
na najwyższe drzewo i czekałem, aż jakiś zwierz przebiegnie pod
drzewem.Kiedy natrafiła się okazja, skoczyłem w górę i z wyciągniętymi
pazurami spadłem na jelenia.Zwierzę zaczęło wierzgać, próbując mnie
zrzucić.O nie!Nic z tego!Wgryzłem się mu w szyję i wypuściłem
truciznę.Zeskoczyłem i napawałem się widokiem, który zawsze cieszył moje
oczy.Ofiara zawsze traciła kolory i stawała się szara.W końcu padła z
wycieńczenia.Lizz podeszła do mnie zdziwiona.
-Niezły styl-zaśmiała się.-Ale czemu po prostu nie powalisz zwierzyny?
-Otóż, przez eksperymenty, które na mnie prowadzono straciłem wiele sił,
ale zyskałem coś co znacznie pomaga mi polować na dużą zwierzynę,
toksynę.Jeśli chodzi o siłę nie jestem najlepszy, ale skoczność,
zręczność i toksyna dają radę-wytłumaczyłem.-Może w końcu coś zjemy?
-Chętnie, padam z głodu-Lizz wyszczerzyła do mnie piękne zęby.
Zaczęliśmy jeść.Po posiłku postanowiliśmy pójść się przejść.
Lizz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz