piątek, 15 sierpnia 2014
Nieobecność!
Sombra nie będzie obecna od 16.08 do 23.08. Proszę wziąć to pod uwagę i nie pisać opowiadań to tego wilka.
czwartek, 14 sierpnia 2014
Od Lizz - C.D. Vex'a
- To jest piękne - popatrzyłam z otwartym pyskiem na spadającą gwaizdę która odbiła się od ziemi.
Zrobiło się chłodniej.
Zaczynał padać deszcz ale widoki nie znikały.
Trzęsąca się z zimna, ukrywałam to cały czas.
Moje futro na lato wyliniało i już mnie nie chroniło.
- Wow - uśmiechnęłam się przez tzręsawki.
Uśmiechnięta, nigdy raczej siebie nie znałam takiej szczęśliwej.Czułam się przy nim jak JA.
On się mnie nie bał i w dodatku rozumiał mnie.
Vex ?
Od Vex'a - C.D. Lizz
-Nie przepraszaj, nawet idioty nie znam.Wpada tutaj i próbuje...Sam nie wiem co zrobić-opanowałem złość i uśmiechnąłem się.
-Dobra moi mili, my musimy posprzątać po imprezie, a wy róbta co chceta-zaśmiał się Felcor.
-Możemy wam pomóc-zaproponowała Lizz.
-Nie dzięki, damy sobie radę-zaśmiał się Seyl.-To nie nasza pierwsza impreza.
-No dobra, co wy na to, że spotkamy się jutro?-spytałem z uśmiechem.
-Tylko Lizz też ma wpaść-zastrzegł Fel.
-Na pewno będę-uśmiechnęła się wadera.
Byłą noc, kiedy wyszliśmy zaproponowałem Lizz żebyśmy się przeszli.Wilczyca zgodziła się i ruszyliśmy w stronę Astral.Kiedy dotarliśmy wodospad nie różnił się od innych.W mojej łapie pojawiła się łezka toksyny, rzyciłem ją w wodospad.Woda zaczęła przybierać niesamowite kolory, a wokół niej pojawiły się małe iskierki.
-Cudowne-szepnęła Lizz.
-A wiesz dlaczego jesteśmy, akurat tutaj?-spytałem.
-Dlaczego?
-Dzisiaj jest deszcz spadających gwiazd, a z tego miejsca najlepiej to wszystko widać-uśmiechnąłem się i położyłem na trawie.
Lizz położyła się koło mnie i razem oglądaliśmy rozpoczęcie tego wszystkiego.Na początku były to samotne gwiazdy, a potem pojawiało się ich coraz więcej.
Lizz?
-Dobra moi mili, my musimy posprzątać po imprezie, a wy róbta co chceta-zaśmiał się Felcor.
-Możemy wam pomóc-zaproponowała Lizz.
-Nie dzięki, damy sobie radę-zaśmiał się Seyl.-To nie nasza pierwsza impreza.
-No dobra, co wy na to, że spotkamy się jutro?-spytałem z uśmiechem.
-Tylko Lizz też ma wpaść-zastrzegł Fel.
-Na pewno będę-uśmiechnęła się wadera.
Byłą noc, kiedy wyszliśmy zaproponowałem Lizz żebyśmy się przeszli.Wilczyca zgodziła się i ruszyliśmy w stronę Astral.Kiedy dotarliśmy wodospad nie różnił się od innych.W mojej łapie pojawiła się łezka toksyny, rzyciłem ją w wodospad.Woda zaczęła przybierać niesamowite kolory, a wokół niej pojawiły się małe iskierki.
-Cudowne-szepnęła Lizz.
-A wiesz dlaczego jesteśmy, akurat tutaj?-spytałem.
-Dlaczego?
-Dzisiaj jest deszcz spadających gwiazd, a z tego miejsca najlepiej to wszystko widać-uśmiechnąłem się i położyłem na trawie.
Lizz położyła się koło mnie i razem oglądaliśmy rozpoczęcie tego wszystkiego.Na początku były to samotne gwiazdy, a potem pojawiało się ich coraz więcej.
Lizz?
środa, 13 sierpnia 2014
Od Lizz - C.D. Vex'a
- Vex zostaw tego idiotę - warknęłam na wilka.
Vex wstał ale nadal warczał.
Wyciągnęłam sztylet i zgrabnym,szybkim ruchem stworzyłam mu ranę na pysku.
Wilk zaskomlał żałośnie.
Podłożyłam mu sztylet pod gardło i żekłam spokojnie.
- Jeszcze raz nam tu wparuj a policzysz się z Vexem, ale tu juś nie będzie tak łagodnie - warknęłam mu w pysk.
Wilk popatrzył na nas z przerażeniem i trzymając się łapą za ranę uciekł z domu.
- Vex, nie ma co zadawać się z takimi palantami, przywal w pysk i po sprawie - uśmiechnęłam się do niego chowając zakrwawiony sztylet.
- Przepraszam że go zraniłam, ale on Ciebie sprowokował - łagodnie się uśmiechnęłam.
Vex ?
Vex wstał ale nadal warczał.
Wyciągnęłam sztylet i zgrabnym,szybkim ruchem stworzyłam mu ranę na pysku.
Wilk zaskomlał żałośnie.
Podłożyłam mu sztylet pod gardło i żekłam spokojnie.
- Jeszcze raz nam tu wparuj a policzysz się z Vexem, ale tu juś nie będzie tak łagodnie - warknęłam mu w pysk.
Wilk popatrzył na nas z przerażeniem i trzymając się łapą za ranę uciekł z domu.
- Vex, nie ma co zadawać się z takimi palantami, przywal w pysk i po sprawie - uśmiechnęłam się do niego chowając zakrwawiony sztylet.
- Przepraszam że go zraniłam, ale on Ciebie sprowokował - łagodnie się uśmiechnęłam.
Vex ?
Od Vex'a - C.D. Lizz
-Dla takiego kogoś jak ty to niewielka strata-odwzajemniłem uśmiech Lizz.
Wadera położyła łapy na moich ramionach.Tańczyliśmy chwilę, obracając się w rytm muzyki.W końcu wilczyca położyła głowę na moim torsie.Wśród tłumu zauważyłem Felcora, wilk podszedł do mnie aby coś mi powiedzieć,ale gdy tylko zauważył Lizz, tylko mrugnął do mnie i uśmiechnął się.Kiedy taniec się skończył Li spojrzała mi głęboko w oczy.
-I jak?Było tak strasznie?-zaśmiałem się.
-Nie, było wspaniale-uśmiechnęła się.
Nasze nosy były coraz bliżej siebie...
-Hej, hej!Koniec imprezy!-usłyszeliśmy gruby,chrapliwy głos.
Przez drzwi wparowało ok.20 wilków.Na przedzie stał największy, czarny jak smoła.
-No, już wypad!-zaczął krzyczeć.
Wszystkie wilki wybiegły przerażone.Zostaliśmy tylko ja,Fel,Seyl i Lizz.
-Mówiłem wypad!-wilk podszedł do nas.
-To nasz dom!-odparł Seyl.
-Ojojoj, mały wilczuś pilnuje swojego domku!Hahaha!-zaśmiał się tamten.
Seyl wyszczerzył kły gotów do ataku, ale Lizz zatrzymała go łapą.
-Spokojnie, on nas tylko prowokuje-wyjaśniła.
-O, nieźle główkujesz, mała-czarny wilk podszedł do Lizz i powalił ją jednym ruchem.-Przyda mi się taki ktoś.
O teraz to mnie wkurzył!Moje oczy zaświeciły na niebiesko, a pazury wydłużyły się.Skoczyłem na wilka i powaliłem go.
-Jak śmiesz jej dotykać!?Jak śmiesz w ogóle tak do niej mówić?!Co?!-krzyczałem na niego w furii.
Lizz?
Wadera położyła łapy na moich ramionach.Tańczyliśmy chwilę, obracając się w rytm muzyki.W końcu wilczyca położyła głowę na moim torsie.Wśród tłumu zauważyłem Felcora, wilk podszedł do mnie aby coś mi powiedzieć,ale gdy tylko zauważył Lizz, tylko mrugnął do mnie i uśmiechnął się.Kiedy taniec się skończył Li spojrzała mi głęboko w oczy.
-I jak?Było tak strasznie?-zaśmiałem się.
-Nie, było wspaniale-uśmiechnęła się.
Nasze nosy były coraz bliżej siebie...
-Hej, hej!Koniec imprezy!-usłyszeliśmy gruby,chrapliwy głos.
Przez drzwi wparowało ok.20 wilków.Na przedzie stał największy, czarny jak smoła.
-No, już wypad!-zaczął krzyczeć.
Wszystkie wilki wybiegły przerażone.Zostaliśmy tylko ja,Fel,Seyl i Lizz.
-Mówiłem wypad!-wilk podszedł do nas.
-To nasz dom!-odparł Seyl.
-Ojojoj, mały wilczuś pilnuje swojego domku!Hahaha!-zaśmiał się tamten.
Seyl wyszczerzył kły gotów do ataku, ale Lizz zatrzymała go łapą.
-Spokojnie, on nas tylko prowokuje-wyjaśniła.
-O, nieźle główkujesz, mała-czarny wilk podszedł do Lizz i powalił ją jednym ruchem.-Przyda mi się taki ktoś.
O teraz to mnie wkurzył!Moje oczy zaświeciły na niebiesko, a pazury wydłużyły się.Skoczyłem na wilka i powaliłem go.
-Jak śmiesz jej dotykać!?Jak śmiesz w ogóle tak do niej mówić?!Co?!-krzyczałem na niego w furii.
Lizz?
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Od Édouard'a - C.D. Enid
Nieproszeni goście. Nie interesowało mnie, co mają mi do zaoferowania,
bądź jakie są ich intencje. Jakaś krucha wadera, którą sprzątnąłbym z
powierzchni ziemi jednym uderzeniem łapy. Jakiś nieogarnięty basior
wesoło zmierzający w moją stronę. A może to tylko gra pozorów, mająca na
celu oszołomienia mnie. Wolne żarty. Czy oni myśleli, że mogą zadzierać
ze mną? Z potężnym Édouard'em, którego serce już od dawna spowite jest
spokojem, przeplatającym się z głęboką nienawiścią do stworzeń tego
samego gatunku.
Wziąłem głęboki oddech, odwracając tym samym potężny łeb w drugą stronę. Nie miałem zamiaru wdawać się w żadne głupie potyczki z tymi młokosami. Czy mogłem ich tak nazwać? Z pewnością. Nie zasługiwali na żadne inne określenie. Nie wiedzieli nic o świecie, a ja nie miałem zamiaru stać się ich mentorem, czy coś w tym stylu. Miałem wyznaczone konkretny cel, do którego spełnienia dążyłem z całych sił. Nie przeszkodzi mi w tym nawet parka młodych wilków, nieznająca zasad podstawowego savoir vivre'u.
- Ależ się wystraszyłem. - w moim głosie wyraźnie dało się słyszeć ironię. - Czyżby to była zasadzka na nieznajomego? Nie nauczyli was, młodzieży, że tak nie postępuje się ze starszymi? - warknąłem ostrzegawczo.
Ognisty mur pojawił się za mną, za sprawą dobrze znanego mi już zaklęcia. Po chwili jednak ugaszony został wodą, a miejsce spotkania zostało spowite szarą mgłą. Nie ratowałem się ucieczką. O nie. Nie jestem tchórzem, a wilkiem, który doskonale przekonany jest o swoich racjach. Przebywanie w towarzystwie niedojrzałych emocjonalnie wilków z pewnością nie należało by do najprzyjemniejszych. Wolałem się ulotnić, być z daleka szczeniackich wyzwisk i kłótni.
<Enid?>
Wziąłem głęboki oddech, odwracając tym samym potężny łeb w drugą stronę. Nie miałem zamiaru wdawać się w żadne głupie potyczki z tymi młokosami. Czy mogłem ich tak nazwać? Z pewnością. Nie zasługiwali na żadne inne określenie. Nie wiedzieli nic o świecie, a ja nie miałem zamiaru stać się ich mentorem, czy coś w tym stylu. Miałem wyznaczone konkretny cel, do którego spełnienia dążyłem z całych sił. Nie przeszkodzi mi w tym nawet parka młodych wilków, nieznająca zasad podstawowego savoir vivre'u.
- Ależ się wystraszyłem. - w moim głosie wyraźnie dało się słyszeć ironię. - Czyżby to była zasadzka na nieznajomego? Nie nauczyli was, młodzieży, że tak nie postępuje się ze starszymi? - warknąłem ostrzegawczo.
Ognisty mur pojawił się za mną, za sprawą dobrze znanego mi już zaklęcia. Po chwili jednak ugaszony został wodą, a miejsce spotkania zostało spowite szarą mgłą. Nie ratowałem się ucieczką. O nie. Nie jestem tchórzem, a wilkiem, który doskonale przekonany jest o swoich racjach. Przebywanie w towarzystwie niedojrzałych emocjonalnie wilków z pewnością nie należało by do najprzyjemniejszych. Wolałem się ulotnić, być z daleka szczeniackich wyzwisk i kłótni.
<Enid?>
Od Lizz - C.D. Vex'a
Uśmiechnęłam się szeroko.
Tańczyliśmy na parkiecie jak nikt inny.
Kręciliśmy się.
Na sam koniec Vex zakręcił mnie a ja wpadłam mu w ramiona.
- No widzę że jesteś dobry w tańcach - zaśmiałam się.
- I ja się dziwie że te inne wadery co tak na nas patrzą, to widzisz jak trzepocą rzęsami ?! - zaśmiałam się pogodnie.
Było super, potem miał być wolny taniec.
Vex uśmiechnął się i złapał mnie w tali.
- Wolnego nie potrafię tańczyć - uśmiechnęłam się.
Vex ?
Tańczyliśmy na parkiecie jak nikt inny.
Kręciliśmy się.
Na sam koniec Vex zakręcił mnie a ja wpadłam mu w ramiona.
- No widzę że jesteś dobry w tańcach - zaśmiałam się.
- I ja się dziwie że te inne wadery co tak na nas patrzą, to widzisz jak trzepocą rzęsami ?! - zaśmiałam się pogodnie.
Było super, potem miał być wolny taniec.
Vex uśmiechnął się i złapał mnie w tali.
- Wolnego nie potrafię tańczyć - uśmiechnęłam się.
Vex ?
Od Vex'a - C.D. Lizz
-Na razie czekamy, na przyjście pozostałych-uśmiechnąłem się.
Zaczęlismy jeść chipsy.
-Hej, zostawcie trochę na imprę!Przecież przyjdzie trochę wilków!-zaśmiał się Seyl.-Muszę załatwić pewną sprawę.
Mój kumpel na chwilę wyszedł pogadać z Dj'em, który miał dzisiaj grać.
Rozejrzałem się po pokoju.Sofa, na której siedzieliśmy była granatowa.Przed nami stał stół do bilarda, a obok piłkarzyki.Na środku pokoju stał wielki stół, a na nim różne smakołyki, napoje gazowane, i nawet trochę alkoholu.Centralnie obok stołu było podwyższenie, na tym podwyrzszeniu stał sprzęt DJ'ejski, reflektory i inne rzeczy potrzebne do dobrej imprezy.Wszystko było już gotowe.No prawie wszystko...
-Cholera!-usłyszałem zza drzwi.
Wparował przez nie wkurzony Seyl.
-Co się stało?-spytała Lizz.
-DJ, który miał grać dzisiaj, spóźni się o pół godziny-powiedział Seyl.
-Spoko, stary!Ja mogę chwilę grać za niego-uśmiechnąłem się.
-Serio?Dzieki Vex, jesteś wielki!-zaczął krzyczeć Seyl.
Podszedłem razem z Lizz po sprzętu.
-I ty umiesz na tym czymś grać?-zapytała wadera.
-Nauczyłęm się,kiedyś tam-zaśmiałem się.
Godzinę później, wszystkie wilki balowały już na parkiecie.Grałem najlepiej jak potrafiłem, ale zasmucałą mnie jedna rzecz.Lizz stała opierając ścianę.Gdy w końcu DJ się zjawił, impreza rozkręciła się na całego.Zszedłem ze sceny i podszedłem do Lizz.
-Podpieramy sciany, hę?-uśmiechnąłem się.-Co jest?
-Oprócz ciebie, nie znam tu nikogo i...Jakoś się nudzę-odparła.
-A, Fel i Seyl?-Zapytałem, a w odpowiedzi wilczyca pokazała mi moich kumpli tańczących z waderami.
Zaśmiałem się cicho.
-To może...-pokazałem zęby w uśmiechu.
-Może co?
Złapałem Lizz za łapę i zaciągnąłem na parkiet.
Lizz?
Zaczęlismy jeść chipsy.
-Hej, zostawcie trochę na imprę!Przecież przyjdzie trochę wilków!-zaśmiał się Seyl.-Muszę załatwić pewną sprawę.
Mój kumpel na chwilę wyszedł pogadać z Dj'em, który miał dzisiaj grać.
Rozejrzałem się po pokoju.Sofa, na której siedzieliśmy była granatowa.Przed nami stał stół do bilarda, a obok piłkarzyki.Na środku pokoju stał wielki stół, a na nim różne smakołyki, napoje gazowane, i nawet trochę alkoholu.Centralnie obok stołu było podwyższenie, na tym podwyrzszeniu stał sprzęt DJ'ejski, reflektory i inne rzeczy potrzebne do dobrej imprezy.Wszystko było już gotowe.No prawie wszystko...
-Cholera!-usłyszałem zza drzwi.
Wparował przez nie wkurzony Seyl.
-Co się stało?-spytała Lizz.
-DJ, który miał grać dzisiaj, spóźni się o pół godziny-powiedział Seyl.
-Spoko, stary!Ja mogę chwilę grać za niego-uśmiechnąłem się.
-Serio?Dzieki Vex, jesteś wielki!-zaczął krzyczeć Seyl.
Podszedłem razem z Lizz po sprzętu.
-I ty umiesz na tym czymś grać?-zapytała wadera.
-Nauczyłęm się,kiedyś tam-zaśmiałem się.
Godzinę później, wszystkie wilki balowały już na parkiecie.Grałem najlepiej jak potrafiłem, ale zasmucałą mnie jedna rzecz.Lizz stała opierając ścianę.Gdy w końcu DJ się zjawił, impreza rozkręciła się na całego.Zszedłem ze sceny i podszedłem do Lizz.
-Podpieramy sciany, hę?-uśmiechnąłem się.-Co jest?
-Oprócz ciebie, nie znam tu nikogo i...Jakoś się nudzę-odparła.
-A, Fel i Seyl?-Zapytałem, a w odpowiedzi wilczyca pokazała mi moich kumpli tańczących z waderami.
Zaśmiałem się cicho.
-To może...-pokazałem zęby w uśmiechu.
-Może co?
Złapałem Lizz za łapę i zaciągnąłem na parkiet.
Lizz?
Od Lizz - C.D. Vex'a
- A czemu nie ?! - zaśmiałam się pogodnie, a moje kły znowu zabłyszczały.
- No i macie odpowiedź - zaśmiał się Vex.
Poczułam się szczęśliwa, może i oni będą moimi kumplami tak jak..... dawno temu.
- To..... to co teraz ? - zapytałam.
- Zostaniemy u nich na chwilę ! - uśmiechnął się i pweszliśmy do ich domu.
Jak to u facetów, męskie pokoje pełne męskiego klimatu XD.
Ale mieli naprawde fajnie w domu.
Usiadłam na sofie razem z Vexem.
Podali nam chipsy.
- To co ? - uśmiechnęłam się pogodnie.
Vex ?
- No i macie odpowiedź - zaśmiał się Vex.
Poczułam się szczęśliwa, może i oni będą moimi kumplami tak jak..... dawno temu.
- To..... to co teraz ? - zapytałam.
- Zostaniemy u nich na chwilę ! - uśmiechnął się i pweszliśmy do ich domu.
Jak to u facetów, męskie pokoje pełne męskiego klimatu XD.
Ale mieli naprawde fajnie w domu.
Usiadłam na sofie razem z Vexem.
Podali nam chipsy.
- To co ? - uśmiechnęłam się pogodnie.
Vex ?
Od Vex'a - C.D. Lizz
Spojrzałem na nią.
-To smutne.
-Tak...Ale teraz jestem w lepszym miejscu-zaśmiała się i uderzyła mnie po przyjacielsku w bok.
Ja także się zaśmiałem.Szliśmy jeszcze chwilę, gdy nagle usłyszeliśmy straszny ryk.Przed nami stał ogromny tygrys.
-Pozwól, że ja się nim zajmę-powiedziała Lizz bardziej ucieszona całą sytuacją.
-Jest twój-uśmiechnąłem się.
Wadera skoczyła na tygrysa i jednym zręcznym ruchem powaliła go na ziemię.Potem wbiła kły w jego krtań, tym samym uśmiercając go.Stałem z szeroko otwartymi oczami.
-Wow, to było świetne!-popatrzyłem na nią.
-Dzięki, ale to tylko próbka moich możliwości-Lizz uśmiechnęła się w odpowiedzi.
-Może odwiedzimy moich znajomych?-odwzajemniłem jej uśmiech.
-Czemu nie-odparła.
-To chodź!
Szlismy dobre pół godziny.Gdy w końcu doszliśmy, zobaczyłem białęgo wilka w brązowe kropki z zielonym irokezem.
-Siema, Felcor-zagadałem od razu.
-Hejka, Vex!-krzyknął mój kumpel-A ona to?
-To Lizz, moja przyjaciółka-przedstawiłem waderę-Lizz, to jest Felcor, mój kumpel ze schroniska.
-Miło mi poznać-Fel uśmiechnął się.
-Mi też-odezwała się śmiało Lizz.
-O, Vex!-usłyszałem znajomy głos
-Seyl, jak cię dawno nie widziałem!-zawołałem
-Ja ciebie też.Przyszedłeś w odpowiednim momencie, organizujemy imprezę, przyjdzie trochę wilków i...O proszę, a kogoś ty sobie znalazł?
-Seyl, nie przesadzaj!To Lizz, moja przyjaciółka z watahy-zacząłem sie tłumaczyć.
-No dobra, dobra.Nie spinaj się, zostaniecie?-zaśmiał się Seyl.
-Wiesz, nie wiem co na to Lizz...
Lizz?Zostajemy?
-To smutne.
-Tak...Ale teraz jestem w lepszym miejscu-zaśmiała się i uderzyła mnie po przyjacielsku w bok.
Ja także się zaśmiałem.Szliśmy jeszcze chwilę, gdy nagle usłyszeliśmy straszny ryk.Przed nami stał ogromny tygrys.
-Pozwól, że ja się nim zajmę-powiedziała Lizz bardziej ucieszona całą sytuacją.
-Jest twój-uśmiechnąłem się.
Wadera skoczyła na tygrysa i jednym zręcznym ruchem powaliła go na ziemię.Potem wbiła kły w jego krtań, tym samym uśmiercając go.Stałem z szeroko otwartymi oczami.
-Wow, to było świetne!-popatrzyłem na nią.
-Dzięki, ale to tylko próbka moich możliwości-Lizz uśmiechnęła się w odpowiedzi.
-Może odwiedzimy moich znajomych?-odwzajemniłem jej uśmiech.
-Czemu nie-odparła.
-To chodź!
Szlismy dobre pół godziny.Gdy w końcu doszliśmy, zobaczyłem białęgo wilka w brązowe kropki z zielonym irokezem.
-Siema, Felcor-zagadałem od razu.
-Hejka, Vex!-krzyknął mój kumpel-A ona to?
-To Lizz, moja przyjaciółka-przedstawiłem waderę-Lizz, to jest Felcor, mój kumpel ze schroniska.
-Miło mi poznać-Fel uśmiechnął się.
-Mi też-odezwała się śmiało Lizz.
-O, Vex!-usłyszałem znajomy głos
-Seyl, jak cię dawno nie widziałem!-zawołałem
-Ja ciebie też.Przyszedłeś w odpowiednim momencie, organizujemy imprezę, przyjdzie trochę wilków i...O proszę, a kogoś ty sobie znalazł?
-Seyl, nie przesadzaj!To Lizz, moja przyjaciółka z watahy-zacząłem sie tłumaczyć.
-No dobra, dobra.Nie spinaj się, zostaniecie?-zaśmiał się Seyl.
-Wiesz, nie wiem co na to Lizz...
Lizz?Zostajemy?
niedziela, 10 sierpnia 2014
Od Lizz - C.D. Vex'a
Szłam obok basiora.
Byłam zadowolona że przynajmniej on nie bał się mnie.
I był zabójcą.
Według mnie był extra XD.
- Opowiesz mi coś o sobie ? - zapytał patrząc na mnie z uśmiechem.
- Szczerze, nie byłam szczęśliwym wilkiem - powiedziałam.
- Moi rodzice zgineli na epidemię choroby, ja pół swojego życia spędziłam zamknięta w ośrodku a gdy w końcu musieli się mnie pozbyć uciekłam - popatrzyłam na niego.
- I to raczej historia całego mojego dawnego życia - odpowiedziałam.
Vex?
Byłam zadowolona że przynajmniej on nie bał się mnie.
I był zabójcą.
Według mnie był extra XD.
- Opowiesz mi coś o sobie ? - zapytał patrząc na mnie z uśmiechem.
- Szczerze, nie byłam szczęśliwym wilkiem - powiedziałam.
- Moi rodzice zgineli na epidemię choroby, ja pół swojego życia spędziłam zamknięta w ośrodku a gdy w końcu musieli się mnie pozbyć uciekłam - popatrzyłam na niego.
- I to raczej historia całego mojego dawnego życia - odpowiedziałam.
Vex?
sobota, 9 sierpnia 2014
Od Sombry
Szłam laskiem. Jak zwykle, ja, samodzielna. Sama i zagubiona.
Od kilku dni mam dziwne myśli. Niekonieczne pochwalające...
Czy śmierć poprzez powieszenie jest ciekawsza niż zrzucenie siebie z urwiska?
Nagle usłyszałam szelest. Cichy, powalający szelest.
-Kto tam? - powiedziałam.
Od kilku dni mam dziwne myśli. Niekonieczne pochwalające...
Czy śmierć poprzez powieszenie jest ciekawsza niż zrzucenie siebie z urwiska?
Nagle usłyszałam szelest. Cichy, powalający szelest.
-Kto tam? - powiedziałam.
Ktośu?<
Od Vex'a - C.D. Lizz
Spojrzałem powoli na waderę.
-Ja jestem Vex - uśmiechnąłem się.-Masz olśniewający uśmiech, a te zęby tu już nie mówię.
-Przynajmniej ty ich się nie boisz-zaśmiała się.
-Polujesz?-spytałem patrząc na Lizz.
-Tak, może zapolujesz ze mną?-zapytała.
-Z chęcią.
Szliśmy kawałek, aż Lizz złapała trop stadka jeleni.Pognaliśmy w ich stronę.Gdy już siedzieliśmy w krzakach przed ofiarami Lizz nagle wyskoczyła na jednego stojącego najbliżej osobnika.Stado rozproszyło się, wiele jeleni pobiegło w stronę lasu.To była moja szansa, wskoczyłem na najwyższe drzewo i czekałem, aż jakiś zwierz przebiegnie pod drzewem.Kiedy natrafiła się okazja, skoczyłem w górę i z wyciągniętymi pazurami spadłem na jelenia.Zwierzę zaczęło wierzgać, próbując mnie zrzucić.O nie!Nic z tego!Wgryzłem się mu w szyję i wypuściłem truciznę.Zeskoczyłem i napawałem się widokiem, który zawsze cieszył moje oczy.Ofiara zawsze traciła kolory i stawała się szara.W końcu padła z wycieńczenia.Lizz podeszła do mnie zdziwiona.
-Niezły styl-zaśmiała się.-Ale czemu po prostu nie powalisz zwierzyny?
-Otóż, przez eksperymenty, które na mnie prowadzono straciłem wiele sił, ale zyskałem coś co znacznie pomaga mi polować na dużą zwierzynę, toksynę.Jeśli chodzi o siłę nie jestem najlepszy, ale skoczność, zręczność i toksyna dają radę-wytłumaczyłem.-Może w końcu coś zjemy?
-Chętnie, padam z głodu-Lizz wyszczerzyła do mnie piękne zęby.
Zaczęliśmy jeść.Po posiłku postanowiliśmy pójść się przejść.
Lizz?
-Ja jestem Vex - uśmiechnąłem się.-Masz olśniewający uśmiech, a te zęby tu już nie mówię.
-Przynajmniej ty ich się nie boisz-zaśmiała się.
-Polujesz?-spytałem patrząc na Lizz.
-Tak, może zapolujesz ze mną?-zapytała.
-Z chęcią.
Szliśmy kawałek, aż Lizz złapała trop stadka jeleni.Pognaliśmy w ich stronę.Gdy już siedzieliśmy w krzakach przed ofiarami Lizz nagle wyskoczyła na jednego stojącego najbliżej osobnika.Stado rozproszyło się, wiele jeleni pobiegło w stronę lasu.To była moja szansa, wskoczyłem na najwyższe drzewo i czekałem, aż jakiś zwierz przebiegnie pod drzewem.Kiedy natrafiła się okazja, skoczyłem w górę i z wyciągniętymi pazurami spadłem na jelenia.Zwierzę zaczęło wierzgać, próbując mnie zrzucić.O nie!Nic z tego!Wgryzłem się mu w szyję i wypuściłem truciznę.Zeskoczyłem i napawałem się widokiem, który zawsze cieszył moje oczy.Ofiara zawsze traciła kolory i stawała się szara.W końcu padła z wycieńczenia.Lizz podeszła do mnie zdziwiona.
-Niezły styl-zaśmiała się.-Ale czemu po prostu nie powalisz zwierzyny?
-Otóż, przez eksperymenty, które na mnie prowadzono straciłem wiele sił, ale zyskałem coś co znacznie pomaga mi polować na dużą zwierzynę, toksynę.Jeśli chodzi o siłę nie jestem najlepszy, ale skoczność, zręczność i toksyna dają radę-wytłumaczyłem.-Może w końcu coś zjemy?
-Chętnie, padam z głodu-Lizz wyszczerzyła do mnie piękne zęby.
Zaczęliśmy jeść.Po posiłku postanowiliśmy pójść się przejść.
Lizz?
piątek, 8 sierpnia 2014
Od Lizz
Biegłam upolować jakąś zwierzynę.
Byłam okropnie głodna, a gdy jestem głodna jestem także niedobra.
Wyczułam coś w krzakach, nie pachniało jak wilk.
Wyciągnęłam sztylet i zaatakowałam.
Okazało się że to jednak wilk, ups mała pomyłka zdaża się każdemu zabójcy.
Basior się przewrócił a ja na niego.
- E przepraszam - podałam mu łapę i podniosłam go.
- Myślałam że jestem ...... jakimś ktosiem - zaśmiałam się i ukazały się moje białe zęby.
proszę, byś przynajmniej ty się nie bał.
- jestem Lizz, Zabójczyni w watasze - uśmiechnęłam się.
Vex ?
Byłam okropnie głodna, a gdy jestem głodna jestem także niedobra.
Wyczułam coś w krzakach, nie pachniało jak wilk.
Wyciągnęłam sztylet i zaatakowałam.
Okazało się że to jednak wilk, ups mała pomyłka zdaża się każdemu zabójcy.
Basior się przewrócił a ja na niego.
- E przepraszam - podałam mu łapę i podniosłam go.
- Myślałam że jestem ...... jakimś ktosiem - zaśmiałam się i ukazały się moje białe zęby.
proszę, byś przynajmniej ty się nie bał.
- jestem Lizz, Zabójczyni w watasze - uśmiechnęłam się.
Vex ?
czwartek, 7 sierpnia 2014
Od Enid - C.D. Hawk'a i Édouard'a
Zaczęłam się bać. Wcześniej byłam dość rozbawiona tym, jak basior skacze w to i we wte i cały czas o czymś trajkocze. Jednak żarty się skończyły. Wrzucił mnie do wody. Jeżeli to miał być kawał, to nieśmieszny. Mocno się zachłysnęłam. Woda wypływała mi nosem. Basior przeprosił, ale co się stało to się nie odstanie. Jednak większość winy była moja. Mogłam mu powiedzieć, że nie umiem pływać. Cały czas coś mówił i przepraszam, aż uniosłam łapę i skinęłam głową. To miało oznaczać, że wybaczam. Jednak nie zapomnę, ale tego mu nie przekazałam. Trochę się jeszcze trzęsłam, ale powoli wstałam. Chciałam wracać. Basior poszedł za mną. Po dość długim milczeniu powiedział:
- Przepraszam, nie powinienem był tego robić...
Znów uniosłam łapę przerywając Hawk'owi.
- Moja wina. Nie powiedziałam, że..- przerwałam, ale zdecydowałam się.- nie umiem pływać.
Było to dla mnie krępujące, bo każdy wilk umiał pływać, a ja nie. Wymownym spojrzeniem przerwałam Hawk'owi, który już otwierał usta.
Wreszcie dotarliśmy do mojej jaskini. Moim pożegnanie był leciutki uśmiech, a Hawk'a potok słów.
| Następnego dnia |
Pomyślałam, że przejdę się po terenach. Ogólnie przeskakiwałam z drzewa na drzewo, aby lepiej wszystko zauważać. Wreszcie dostrzegłam postać, która raz po raz przemykała pomiędzy drzewami. Ruszyłam za nim, dość sprytnie ukrywając się w koronach drzew. Nagle istota się zatrzymała. To był wilk. Samiec.
- Czego chcesz? - spytał głębokim głosem.
Nie odzywałam się. Nie chciałam. A on rozglądał się. Wiedział, że gdzieś jestem, ale jeszcze nie był pewny gdzie. Wydawało mi się, że nie ma zamiaru odejść, dopóki mu nie odpowiem lub się nie pokażę. a ja nie miałam zamiaru robić ani jednego ani drugiego. Jednak wtedy coś usłyszałam. Bieg wilka. Obejrzałam się za siebie, zdradzając moją pozycję. Hawk biegł w tą stronę. Jednak miałam trochę większe zmartwienia. Nieproszony gość intensywnie patrzył się w moją stronę i chyba obmyślał plan, jakby ściągnąć mnie z tego drzewa. A z drugiej strony biegł Hawk. Masakra.
- Przepraszam, nie powinienem był tego robić...
Znów uniosłam łapę przerywając Hawk'owi.
- Moja wina. Nie powiedziałam, że..- przerwałam, ale zdecydowałam się.- nie umiem pływać.
Było to dla mnie krępujące, bo każdy wilk umiał pływać, a ja nie. Wymownym spojrzeniem przerwałam Hawk'owi, który już otwierał usta.
Wreszcie dotarliśmy do mojej jaskini. Moim pożegnanie był leciutki uśmiech, a Hawk'a potok słów.
| Następnego dnia |
Pomyślałam, że przejdę się po terenach. Ogólnie przeskakiwałam z drzewa na drzewo, aby lepiej wszystko zauważać. Wreszcie dostrzegłam postać, która raz po raz przemykała pomiędzy drzewami. Ruszyłam za nim, dość sprytnie ukrywając się w koronach drzew. Nagle istota się zatrzymała. To był wilk. Samiec.
- Czego chcesz? - spytał głębokim głosem.
Nie odzywałam się. Nie chciałam. A on rozglądał się. Wiedział, że gdzieś jestem, ale jeszcze nie był pewny gdzie. Wydawało mi się, że nie ma zamiaru odejść, dopóki mu nie odpowiem lub się nie pokażę. a ja nie miałam zamiaru robić ani jednego ani drugiego. Jednak wtedy coś usłyszałam. Bieg wilka. Obejrzałam się za siebie, zdradzając moją pozycję. Hawk biegł w tą stronę. Jednak miałam trochę większe zmartwienia. Nieproszony gość intensywnie patrzył się w moją stronę i chyba obmyślał plan, jakby ściągnąć mnie z tego drzewa. A z drugiej strony biegł Hawk. Masakra.
Hawk? Édouard?
Od Lizz - C.D. Anshin'a
- Jestem Lizz ,miło mi - uśmiechnęłam się pokazując moje białe kły.
- Chcesz się przejść ? - zapytał.
- Oki - zaśmiałam się.
Miałam wrażenie że każdy basior i inne wadery boją się mojego wzroku i zębów. Co w nich złego ?!
- Opowiedz mi coś o sobie - zapytałam idąc obok niego.
Nie wiedziałam czego się po nim spodziewać.
Miałam szczerą nadzieje że przynajmniej on nie będzie się bał moich zębów.
Jako zabójca muszę ładnie się uśmiechać.
Anshin ?
Od Lizz - C.D. Hawk'a
- Ty wiesz że bronić mnie nie musisz ?! - zaśmiałam się.
- Nie z byle powodu jestem Zabójcą - warknęłam.
Wzięłam jego krew na pazur i przyglądając się na nią przez dłuższy czas stwierdziłam:
- Nie jest z tobą dobrze - uśmiechnęłam się i przynosząc leki opatrzyłam mu rany.
- Czasami medykiem też jestem - uśmiechnęłam się i delikatnie dmuchnęłam mu w ranę.
Zagoiła się.
- To co następnym razem to ty siebie broń - warknęłam.
Tym bardziej że ten ktoś oberwał .
Hawk ?
Od Hawka - C.D. Lizz
Co za tupet! Wpada na mnie i jeszcze macha sztyletem! Spojrzałem jej w oczy, by móc zbadać, czy nie ma złych zamiarów wobec mnie czy watahy. Na szczęście okazała się "czysta". Znajdowała się także w szeregach stada, którym przewodziła Enid. Ah, Enid... Wilczyca odchrząknęła, a ja otrząsnąłem się z marzeń.
- Em, wybacz - mruknąłem zmieszany. - Miło mi cię poznać, Lizz. Zapewne należysz do tej watahy, prawda?
- Owszem - skinęła głową, jakby na potwierdzenie. - Pełnię stanowisko Zabójczyni. - w jej oku dostrzegłem błysk, znów ukazała kły w uśmiechu, tym razem był raczej szyderczy.
- Aham... - zaśmiałem się nerwowo. - Ja za to jestem Obrońcą Alf. - poruszyłem energicznie ogonem. - Liczę sobie trzy lata. A ty?
- Ja również mam trzy lata. - rozejrzała się, gdyż do naszych uszu dobiegł tajemniczy szelest.
Uczyniłem to samo.
- Pewnie wiatr. - stwierdziłem. I w tym momencie z chaszczy blisko nas wyskoczył potężny niedźwiedź. Był ogromny. - Dobra, on mi na wiatr nie wygląda. Schowaj się za mną... - przybrałem pozycje bojową i zawarczałem gardłowo. Chwyciłem do pyska swoją dwustronną broń i skoczyłem ku bestii.
Odbił mnie łapą. Z jękiem opadłem na ziemię. Spróbowałem znów. Tym razem udało mi się wgryźć w jego szyję. Ryknął i drasnął mnie pazurami w bok. Pociekła krew, ale nie zmniejszyłem nacisku szczęk. Wkrótce zwierzę osłabło, a ja odbiłem się od jego cielska i wylądowałem zręcznie na ziemi. Upływ krwi również zabrał mi sporo energii. Zatoczyłem koło i prawie upadłem. Stworzenie chciało wykończyć mnie ostatecznym ciosem, ale nagle przeskoczyła nade mną Lizz i dobiła bestię z gracją. Zakaszlałem i splunąłem na ziemię krwią.
- Em, wybacz - mruknąłem zmieszany. - Miło mi cię poznać, Lizz. Zapewne należysz do tej watahy, prawda?
- Owszem - skinęła głową, jakby na potwierdzenie. - Pełnię stanowisko Zabójczyni. - w jej oku dostrzegłem błysk, znów ukazała kły w uśmiechu, tym razem był raczej szyderczy.
- Aham... - zaśmiałem się nerwowo. - Ja za to jestem Obrońcą Alf. - poruszyłem energicznie ogonem. - Liczę sobie trzy lata. A ty?
- Ja również mam trzy lata. - rozejrzała się, gdyż do naszych uszu dobiegł tajemniczy szelest.
Uczyniłem to samo.
- Pewnie wiatr. - stwierdziłem. I w tym momencie z chaszczy blisko nas wyskoczył potężny niedźwiedź. Był ogromny. - Dobra, on mi na wiatr nie wygląda. Schowaj się za mną... - przybrałem pozycje bojową i zawarczałem gardłowo. Chwyciłem do pyska swoją dwustronną broń i skoczyłem ku bestii.
Odbił mnie łapą. Z jękiem opadłem na ziemię. Spróbowałem znów. Tym razem udało mi się wgryźć w jego szyję. Ryknął i drasnął mnie pazurami w bok. Pociekła krew, ale nie zmniejszyłem nacisku szczęk. Wkrótce zwierzę osłabło, a ja odbiłem się od jego cielska i wylądowałem zręcznie na ziemi. Upływ krwi również zabrał mi sporo energii. Zatoczyłem koło i prawie upadłem. Stworzenie chciało wykończyć mnie ostatecznym ciosem, ale nagle przeskoczyła nade mną Lizz i dobiła bestię z gracją. Zakaszlałem i splunąłem na ziemię krwią.
(Lizz? XD)
Od Édouard'a
Miałem tylko jeden cel. Spotkać się z Aaron'em. Wisiał mi przysługę, a
akurat teraz mógł spłacić swój dług. Potrzebna była mi wataha i to
właściwie od zaraz, a dość miałeś tych ckliwych miejsc, gdzie każda
wadera się na mnie oglądała. Tylko po to, żeby sobie upolować akurat
basiora. Z niesmakiem mijałem tamte miejsca i co jakiś czas
przyśpieszałem kroku. Tutaj skok, potężne pazury wbite w podłoże.
Doszły mnie słuchy, że mój stary przyjaciel, który właśnie ma dług do spłacenia mieszka teraz w Watasze Przelanej Krwi. Mijałem pewien las. Las, gdzie płynęły bowiem jakieś rzeczki. Nie pasowało mi to. Śpiew ptaków i to wszystko przyprawiały mnie o mdłości. Jakieś radosne podrygiwania, to coś, czego nie znosiłem praktycznie z całego serca. Miejsca, gdzie wejść można w bagno, gdzie słońce całkowicie zakryte zostaje przez grube konary drzew to miejsca, za którymi przepadałem najbardziej. Nie ma tam zapachu trawy, świeżych kwiatów, a jedynie Ty, Ty sam, który siedzisz na jednej z wyblakłych i porośniętych mchem skał. Tutaj tego nie ma, a jak wiadomo miejsca takie nie przypadają mi do gustu. Tutaj niestety nie było wyjątku.
Kroki szybkie i długie, tylko dlatego, by wydostać się z tego okropnego miejsca. Z widocznym niezadowoleniem na pysku przemierzałem kolejne metry tego lasu. Aaron nie wiedział, że przyjdę, nie spodziewał się mnie. Wataha, do której należał nie przepadała za obcymi, uwielbiała natomiast krew. Utlenioną, płynącą niczym strumień ze zranionych skroni. Ja jednak pozostałem nieugięty. Wszystko, aby się tam dostać, wszystko, aby z nim porozmawiać i wszystko, aby przeżyć. To kierowało mną, sprawiało, że wiedziałem czego chciałem i co tutaj robię. Do wszystko dodawało mi tylko siły. Chęć walki, chęć egzystencji, sprawiała, że krwawiłem tylko po to, aby dowiedzieć się, że żyję (wers z piosenki "Goo Goo Dolls - Iris").
- Czego chcesz? - warknąłem ostrzegawczo, momentalnie zatrzymując się w miejscu. Potężny łeb nie zmienił swojej pozycji, natomiast pazury jeszcze mocniej wbiły się w wilgotny grunt. Nastała cisza. Cisza, nie krępująca, a mająca na celu rozeznanie się z panującą sytuacją.
Doszły mnie słuchy, że mój stary przyjaciel, który właśnie ma dług do spłacenia mieszka teraz w Watasze Przelanej Krwi. Mijałem pewien las. Las, gdzie płynęły bowiem jakieś rzeczki. Nie pasowało mi to. Śpiew ptaków i to wszystko przyprawiały mnie o mdłości. Jakieś radosne podrygiwania, to coś, czego nie znosiłem praktycznie z całego serca. Miejsca, gdzie wejść można w bagno, gdzie słońce całkowicie zakryte zostaje przez grube konary drzew to miejsca, za którymi przepadałem najbardziej. Nie ma tam zapachu trawy, świeżych kwiatów, a jedynie Ty, Ty sam, który siedzisz na jednej z wyblakłych i porośniętych mchem skał. Tutaj tego nie ma, a jak wiadomo miejsca takie nie przypadają mi do gustu. Tutaj niestety nie było wyjątku.
Kroki szybkie i długie, tylko dlatego, by wydostać się z tego okropnego miejsca. Z widocznym niezadowoleniem na pysku przemierzałem kolejne metry tego lasu. Aaron nie wiedział, że przyjdę, nie spodziewał się mnie. Wataha, do której należał nie przepadała za obcymi, uwielbiała natomiast krew. Utlenioną, płynącą niczym strumień ze zranionych skroni. Ja jednak pozostałem nieugięty. Wszystko, aby się tam dostać, wszystko, aby z nim porozmawiać i wszystko, aby przeżyć. To kierowało mną, sprawiało, że wiedziałem czego chciałem i co tutaj robię. Do wszystko dodawało mi tylko siły. Chęć walki, chęć egzystencji, sprawiała, że krwawiłem tylko po to, aby dowiedzieć się, że żyję (wers z piosenki "Goo Goo Dolls - Iris").
- Czego chcesz? - warknąłem ostrzegawczo, momentalnie zatrzymując się w miejscu. Potężny łeb nie zmienił swojej pozycji, natomiast pazury jeszcze mocniej wbiły się w wilgotny grunt. Nastała cisza. Cisza, nie krępująca, a mająca na celu rozeznanie się z panującą sytuacją.
(Enid? Zechciałabyś?)
Od Anshin'a
Dawno tak dobrze nie spałem. Ale z drugiej strony, w końcu należałem do watahy!
Wstałem z mojego legowiska w jaskini i wyszedłem na zewnątrz. Pogoda była ładna, a mi nigdzie się nie spieszyło. Jednak zaraz poczułem, że muszę coś zjeść. Ruszyłem więc na polowanie.
----------------
Upolowałem tłustego królika. Zjadłem i postanowiłem się przejść. Jak już mówiłem, pogoda mi pasowała.
Gdy tak chodziłem, dostrzegłem jakąś waderę z watahy. Podszedłem i powiedziałem:
- Em... Cześć, jestem Anshin, a ty?
Wstałem z mojego legowiska w jaskini i wyszedłem na zewnątrz. Pogoda była ładna, a mi nigdzie się nie spieszyło. Jednak zaraz poczułem, że muszę coś zjeść. Ruszyłem więc na polowanie.
----------------
Upolowałem tłustego królika. Zjadłem i postanowiłem się przejść. Jak już mówiłem, pogoda mi pasowała.
Gdy tak chodziłem, dostrzegłem jakąś waderę z watahy. Podszedłem i powiedziałem:
- Em... Cześć, jestem Anshin, a ty?
(Jakaś wadera?)
środa, 6 sierpnia 2014
Od Lizz
Przechadzałam się po terenach naszego stada.
Strasznie mi się nudziło więc postanowiłam że pójdę do lasu.
Chodziłam ze spuszczoną głową kopiąc przed sobą kamień.
Wpatrzona w ziemię nie zauważyłam jakiegoś basiora.
Gdy dobiłam do kogoś miękkiego, gwałtownie wyjęłam sztylet i warknęłam.
Okazało się że to basior z naszej watahy.
Schowałam sztylet i powiedziałam trochę groźnie.
- Cześć, jestem Lizz - uśmiechnęłam się ukazując moje białe jak śnieg zęby.
- Hej , jestem Hawk - uśmiechnął się.
Popatrzył mi w oczy, nie wiedziałam dlaczego.
Strasznie mi się nudziło więc postanowiłam że pójdę do lasu.
Chodziłam ze spuszczoną głową kopiąc przed sobą kamień.
Wpatrzona w ziemię nie zauważyłam jakiegoś basiora.
Gdy dobiłam do kogoś miękkiego, gwałtownie wyjęłam sztylet i warknęłam.
Okazało się że to basior z naszej watahy.
Schowałam sztylet i powiedziałam trochę groźnie.
- Cześć, jestem Lizz - uśmiechnęłam się ukazując moje białe jak śnieg zęby.
- Hej , jestem Hawk - uśmiechnął się.
Popatrzył mi w oczy, nie wiedziałam dlaczego.
(Hawk ?)
Od Hawka
Stało się, dołączyłem do tej watahy. To źle czy dobrze? Sam nie wiem. Pierwszy raz wstąpiłem w szeregi takiego stada. Właśnie zwiedzałem tereny watahy, gdy do oczu rzuciła mi się wilcza sylwetka. Przyjrzałem jej się. Ciemne futro kontrastowało z jasnym otoczeniem. Kojarzyłem ją już, przecież to była nasza kochana alfa...
- Enid! - zawołałem, podbiegając bliżej niej. Uśmiech szybko rozkwitł na moim pysku.
Popatrzyła na mnie niepewnie. Zlustrowała mnie wzrokiem od stóp do głów. Wyglądała na bardzo nieufną i zamkniętą w sobie.
- Co u ciebie słychać? - poruszyłem energicznie ogonem z radości.
- Nawet dobrze. Patrolowałam terytorium. Chciałeś czegoś konkretnego? - rzuciła cichym tonem.
- Nie, po prostu... zagadałem. Myślałem, że sobie podyskutujemy... A może pomóc ci w tym patrolowaniu? - wyszczerzyłem swoje śnieżnobiałe kły w szerokim uśmiechu.
- No nie wiem... - zawahała się, wodząc wzrokiem wokół.
- No zgódź się! Prooszę! - zaśmiałem się.
- Zgoda. Tylko żebyś nie przysporzył mi kłopotów. Staraj się... egh, powiem to prosto z mostu. Nie wplątuj mi się pod łapy, rozumiesz?
- Wszystko jasne. To od czego zaczynamy?
- Od tego konkretnego miejsca. Teraz pójdziemy tam... - skinęła głową gdzieś przed siebie.
Kiwnąłem głową na znak, że zrozumiałem. Wadera ruszyła przodem, a ja szybko dogoniłem ją i wyrównałem kroku.
- No... Enid... to może opowiesz mi coś o sobie? - zerknąłem na nią kątem oka.
- A co konkretnego? - odparła, nawet na mnie nie patrząc.
- Co chcesz. Tyle, ile możesz powiedzieć. Nie będę naciskał. - uśmiechnąłem się.
- No cóż... Nazywam się Enid, mam dwa i pół roku, jestem alfą tej watahy, kieruję się mottem "Nadzieja to dobra rzecz. Może najlepsza ze wszystkich. A takie nigdy nie umierają"... - westchnęła. - A ty? Powiesz coś na swój temat? - po raz pierwszy zerknęła na mnie.
- Ja... No to tak: nazywam się Hawk, mam trzy lata, jestem obrońcą alf, co pewnie wiesz, bo sama mnie przyjmowałaś, a mym mottem jest... werble proszę... - wyskoczyłem przed nią, zatrzymując ją. - Hakuna Matata! - zawołałem, śmiejąc się.
Na jej pyszczku pojawił się delikatny uśmiech. Był taki... uroczy. Właściwie to wilczyca była bardzo niska i drobna. Aż strach jej cokolwiek zrobić, żeby nie połamać tej chudziny! Ale jej futro było gęste, to zauważyłem natychmiast. Dodatkowo miała piękne i wyjątkowe barwy. Po chwili ruszyliśmy dalej, rozmawiając. Właściwie to tylko ja rzucałem jakieś dłuższe teksty, a ona odpowiadała "tak", "nie", "nie wiem" i inne takie. Do wygadanych osobników to ona z pewnością nie należała! Zapragnąłem to zmienić, pomóc jej się otworzyć. Oczywiście nie powiem jej wprost o swoim zamiarze. Zrobię to dyskretnie, ostrożnie i tak, by się nie połapała. Po jakimś czasie dotarliśmy nad jezioro. Zachciało mi się figlować i wepchnąłem ją do wody. Wrzasnęła, machając łapami z przerażeniem. Dotarło do mnie, że nie potrafi pływać. Szybko wskoczyłem do zbiornika wodnego i wyciągnąłem Enid na brzeg.
- J-Ja przepraszam! Nie wiedziałem...! - wykrzyknąłem, patrząc jak wypluwa resztki wody.
Łapy zaczęły mi drżeć. Pierwszy dzień i już prawie ją zabiłem! Alfę!
- Enid! - zawołałem, podbiegając bliżej niej. Uśmiech szybko rozkwitł na moim pysku.
Popatrzyła na mnie niepewnie. Zlustrowała mnie wzrokiem od stóp do głów. Wyglądała na bardzo nieufną i zamkniętą w sobie.
- Co u ciebie słychać? - poruszyłem energicznie ogonem z radości.
- Nawet dobrze. Patrolowałam terytorium. Chciałeś czegoś konkretnego? - rzuciła cichym tonem.
- Nie, po prostu... zagadałem. Myślałem, że sobie podyskutujemy... A może pomóc ci w tym patrolowaniu? - wyszczerzyłem swoje śnieżnobiałe kły w szerokim uśmiechu.
- No nie wiem... - zawahała się, wodząc wzrokiem wokół.
- No zgódź się! Prooszę! - zaśmiałem się.
- Zgoda. Tylko żebyś nie przysporzył mi kłopotów. Staraj się... egh, powiem to prosto z mostu. Nie wplątuj mi się pod łapy, rozumiesz?
- Wszystko jasne. To od czego zaczynamy?
- Od tego konkretnego miejsca. Teraz pójdziemy tam... - skinęła głową gdzieś przed siebie.
Kiwnąłem głową na znak, że zrozumiałem. Wadera ruszyła przodem, a ja szybko dogoniłem ją i wyrównałem kroku.
- No... Enid... to może opowiesz mi coś o sobie? - zerknąłem na nią kątem oka.
- A co konkretnego? - odparła, nawet na mnie nie patrząc.
- Co chcesz. Tyle, ile możesz powiedzieć. Nie będę naciskał. - uśmiechnąłem się.
- No cóż... Nazywam się Enid, mam dwa i pół roku, jestem alfą tej watahy, kieruję się mottem "Nadzieja to dobra rzecz. Może najlepsza ze wszystkich. A takie nigdy nie umierają"... - westchnęła. - A ty? Powiesz coś na swój temat? - po raz pierwszy zerknęła na mnie.
- Ja... No to tak: nazywam się Hawk, mam trzy lata, jestem obrońcą alf, co pewnie wiesz, bo sama mnie przyjmowałaś, a mym mottem jest... werble proszę... - wyskoczyłem przed nią, zatrzymując ją. - Hakuna Matata! - zawołałem, śmiejąc się.
Na jej pyszczku pojawił się delikatny uśmiech. Był taki... uroczy. Właściwie to wilczyca była bardzo niska i drobna. Aż strach jej cokolwiek zrobić, żeby nie połamać tej chudziny! Ale jej futro było gęste, to zauważyłem natychmiast. Dodatkowo miała piękne i wyjątkowe barwy. Po chwili ruszyliśmy dalej, rozmawiając. Właściwie to tylko ja rzucałem jakieś dłuższe teksty, a ona odpowiadała "tak", "nie", "nie wiem" i inne takie. Do wygadanych osobników to ona z pewnością nie należała! Zapragnąłem to zmienić, pomóc jej się otworzyć. Oczywiście nie powiem jej wprost o swoim zamiarze. Zrobię to dyskretnie, ostrożnie i tak, by się nie połapała. Po jakimś czasie dotarliśmy nad jezioro. Zachciało mi się figlować i wepchnąłem ją do wody. Wrzasnęła, machając łapami z przerażeniem. Dotarło do mnie, że nie potrafi pływać. Szybko wskoczyłem do zbiornika wodnego i wyciągnąłem Enid na brzeg.
- J-Ja przepraszam! Nie wiedziałem...! - wykrzyknąłem, patrząc jak wypluwa resztki wody.
Łapy zaczęły mi drżeć. Pierwszy dzień i już prawie ją zabiłem! Alfę!
(Enid, dokończ. XD)
wtorek, 5 sierpnia 2014
Post powitalny!
Witajcie!
Niektórzy mnie znają, inni może kojarzą. Miałam już wiele watah, ale każda się rozpadała. A to z braku czasu, z braku aktywności... Ale myślę, że tutaj będzie inaczej. Mam nadzieję, że przetrwamy miesiące, a nawet lata. Jeżeli tylko będziemy tego chcieli. Jeszcze nie wiem o kim myślę pisząc ,,będziemy", ale myślę, że niedługo ktoś taki się znajdzie.
Życzę sobie i wam wielu radośnie spędzonych chwil w tej watasze.
i pamiętajcie:
Nadzieja umiera ostatnia!
~~Administratorka, bezimienna
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

